Kiedy pada hasło wieczór kawalerski, na twarzach panów pojawiają się uśmiechy, a u pań widać lekki niepokój. Czy przedmałżeńskie szaleństwo musi oznaczać wyrzuty sumienia dnia następnego?
Fot. Monika Ważna
Pierwsze skojarzenie to kilku przyjaciół siedzących przy piwie w barze ze striptizem. Później przypominają się wszystkie filmy, w których panowie budzą się rano nie bardzo wiedząc, gdzie się znajdują i z kim. W większości przypadków kończy się jednak na wieczornym wyjściu do pubu i rozmowach w męskim gronie.
Co by było, gdyby przebiegało to w jakiś ciekawy, mniej stereotypowy i niezbyt kontrowersyjny sposób? Pan młody na pewno byłby zaskoczony, a o to przecież chodzi.
Jeśli jest typem spotowca, można mu zapewnić dzień pełen wrażeń na strzelnicy, lot samolotem czy paintball. Niech to potraktuje jako dobrą zabawę, ale też sprawdzian przed ślubem. Trochę adrenaliny się przyda i być może zastąpi pokaz striptizerki. Narzeczona na pewno się ucieszy.
Gdyby okazało się, że to za mało emocji, koledzy mogą rozpocząć wieczór od zainscenizowanego porwania lub aresztowania głównego bohatera. Jest to coraz bardziej popularne. Trzeba tylko zdobyć odpowiednie przebrania.
Niektórzy wolą innego typu ryzyko. Jeśli pan młody ma żyłkę hazardzisty, ciekawym pomysłem jest wynajęcie limuzyny z szoferem, prezent w postaci kilku cygar, a następnie przejazd do najlepszego kasyna w mieście. Wszystko w eleganckiej oprawie, czyli z szampanem, smokingami i dużą ilością pieniędzy wokół. Oby tylko nie za dużą. Trzeba dobrze zaplanować budżet na takie wyjście.
Jeśli Pan młody nie ma skłonności do ryzyka, ani nie lubuje się w sporcie, na pewno ma w sobie coś z chłopca. Powinien być zachwycony wyprawą do lasu, biwakiem czy ogniskiem. Może to być idealna okazja do poważnych i mniej poważnych rozmów oraz wspominania kawalerskiej przeszłości. Duży chłopiec świetnie będzie się też bawić na wyprawie survivalowej. Przygoda, przyroda i adrenalina.
Można wyjechać dalej niż do najbliższego lasu. Jeśli bohater wieczoru jest typem podróżnika, zachwyci się, gdy przyjaciele zabiorą go w ostatnią kawalerską podróż, na przykład do Londynu, gdzie będą mogli zrobić rajd po pubach. Wszystko zależy od zasobności portfela. Jeśli nie Londyn, może Tatry albo Mazury, albo jakieś polskie miasto? Zdarzają się też bardziej ekstrawaganckie pomysły, na przykład wysłanie pana młodego promem do Szwecji, kiedy nie jest zbyt świadomy tego, co się dzieje. Ma szansę obudzić sie w obcym kraju, bez dokumentów i pieniędzy, a czasem niekompletnie ubrany. Jest tylko ryzyko, że przyjaźń zawiśnie na włosku, gdyby główny bohater nie miał zbyt dużego poczucia humoru. Wtedy może jednak sprawdziłoby się klasyczne rozwiązanie.

