Fot. MyWeddSpace
Zamiast urzędnika będzie Elvis albo facet w stroju płetwonurka. Pan młody przed ceremonią popłynie na rafę koralową łowić ryby, które przyrządzi jego wybranka. Ślub, a potem miesiąc miodowy nie muszą mieć dziś nic wspólnego ze sztampą.
Oryginalne miejsca na śluby i równie niepowtarzalne miesiące miodowe paradoksalnie w czasach kryzysu stają się coraz bardziej popularne. Po pierwsze – z przyczyn logistycznych liczba gości biorących udział w ceremonii jest mniejsza niż w kraju (jak twierdzi Katarzyna Gajek z firmy Aspire, w Polsce średnio zapraszanych jest 120 osób, a za granicą 30), po drugie – terminy w placówkach zagranicznych są bardziej dostępne niż w kraju, po trzecie – sama uroczystość może być równocześnie częścią podróży poślubnej.
PARYŻ CZY WILNO?
Z pewnością powiedzenie sobie sakramentalnego „tak” w mieście miłości ma więcej czaru niż taśmowa uroczystość w urzędzie stanu cywilnego w kraju. Ślub w polskim konsulacie może wziąć każdy – bez względu na miejsce zamieszkania. Warunek jest jeden – małżeństwa mogą zawierać wyłącznie osoby legitymujące się polskim paszportem. Koszt ceremonii w ulubionym przez pary Paryżu czy Rzymie to wydatek 180 euro, w trochę mniej romantycznej Bratysławie czy Tallinie wystarczy już 40 euro. Na taki krok decyduje się coraz więcej par. Według statystyk z każdym rokiem liczba małżeństw zawieranych w polskich konsulatach wzrasta o pięćdziesiąt procent. Polacy nie tylko decydują się na ceremonię w swojskich murach rodzimych placówek dyplomatycznych. Coraz częściej nasze pary wychodzą w miasto. Ambasada zapewnia wówczas tłumacza w urzędzie miejskim, niestety, jak mówi przedstawiciel polskiej placówki w Rzymie, terminy takich uroczystości należy rezerwować z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. W końcu w Italii sakramentalne tak mówią sobie zakochani z całego świata. Należy także wiedzieć, że zdarza się, że lokalni urzędnicy wymagają od Polaków zaświadczenia o zameldowaniu w danym mieście. Bywa, że kwestie formalnie skutecznie psują odświętny nastrój.
ELVIS PRZED OŁTARZEM
Coraz częściej nasi rodacy mówią sobie tak w Las Vegas – w stolicy hazardu w ciągu ostatnich miesięcy na ślubnym kobiercu stanęło kilkadziesiąt par z Polski. Główną atrakcją są ceremonie prowadzone przez sobowtóry Elvisa Presleya, można też wybierać między ślubem pirackim i kosmicznym rodem z serialu „Star Trek”. W Polsce takie śluby organizują dwa biura podróży. Przedstawiciele Romatic Travel i Yes I do podkreślają, że koszt wyjazdu dwojga osób do Nevady to wydatek około 10 tys. zł. „Naszymi klientami są osoby starsze, które po raz drugi lub trzeci przyrzekają sobie miłość. Zdarza się także, że do Las Vegas wybierają się bardzo młodzi ludzie, którym ślub i miesiąc miodowy ufundowali rodzice", dodaje przedstawiciel www.romantic-travel.pl. Biuro pomaga załatwić wszystkie formalności, organizuje także świadków. Mimo filmowej scenerii uroczystość jest jak najbardziej formalna. Elvis wiąże Polaków ze sobą na całe życie, również w świetle naszego prawa. Wbrew pozorom ślub w Las Vegas nie jest prostą sprawą, dlatego warto skorzystać z usług pośrednika. Wcześniej należy załatwić licencję, czyli zezwolenie na ślub z miejscowego sądu. Trzeba także dopasować terminy przylotu i ceremonii. Polacy decydują się na tak oryginalny krok również z racji tego, że wraz ze ślubem rozpoczynają miesiąc miodowy. Biuro organizuje im samochód, którym zakochani podróżują po całym Zachodnim Wybrzeżu.
MINUS PIĘĆ NA WESELU
Dla wielu osób jednak sam wyjazd z Polski, aby przysiąc sobie dozgonną miłość, nie jest wystarczającą atrakcją. Śmiałkowie organizują ceremonie
w pałacu z lodu, pod wodą czy w powietrzu. W kaplicy Ice Hotel, który znajduje się 200 kilometrów za kołem podbiegunowym w szwedzkiej Laponii, wszystko, łącznie z ołtarzem i żyrandolami, jest z lodu. Temperatura w świątyni, sali weselnej i znajdujących się obok pokojach noclegowych biesiadników wynosi około minus pięciu stopni. Dla zmarzluchów przygotowano skóry reniferów. Koszt imprezy z noclegiem dla 30 osób to około 30 tys. zł (www.icehotel.com). Na drugiej stronie bieguna ciepła, w pobliżu tajlandzkiej wyspy Koh Tao, organizowane są podwodne ceremonie, podczas których przysięgę deklaruje się na specjalnych tabliczkach, w otoczeniu rafy koralowej i tropikalnych ryb. W związku z tym, że nie wszyscy goście mogą zejść pod taflę wody, na wybrzeżu odbywa się tradycyjna ceremonia na niewielkim podium ustrojonym kwiatami. Sam ślub podwodny wraz z transportem pary na wyspę, wypożyczeniem sprzętu i poczęstunkiem dla gości, to wydatek 8 tys. zł (destinationthailand.org/the-amazing-underwater-wedding-venue). Podobne uroczystości organizuje się również na Bali, w Malezji i Hongkongu (underwaterwedding.net). Wkrótce także fani podniebnych podróży będą mogli powiedzieć sobie „tak” w przestworzach. Tanie linie lotnicze Easyjet planują organizowanie ceremonii ślubnych na wysokości dziewięciu tysięcy metrów nad ziemią, rolę urzędnika stanu cywilnego odgrywać będzie kapitan samolotu. Na razie lotnicze władze brytyjskie nie wyraziły zgody na imprezy na pokładach maszyn, jednak szefowie przewoźnika nie zamierzają odstąpić od swoich planów. „Biurokracja odchodzi do przeszłości, dobre pomysły – nigdy”, zapowiedział szef linii.
A MOŻE POD ZIEMIĄ?
Nie trzeba jednak wyjeżdżać z Polski, by uroczystość była oryginalna. „Narzeczeni często najpierw planują wyjazd za granicę,
a później okazuje się, że nad Wisłą jest równie dużo oryginalnych miejsc, w których zorganizować można uroczystość”, przekonują organizatorzy z krajowych biur.
Hitem są śluby pod ziemią. Młode pary mają do wyboru dwie kopalnie soli: w Wieliczce i Bochni. Według wierzeń ludowych ten minerał przynosi przecież szczęście i zapewnia płodność. W Wieliczce zakochani wstępują w związek małżeński w kaplicy św. Kingi położonej ponad sto metrów pod ziemią. Na uroczystość wśród solnych rzeźb i ścian można zaprosić nawet 400 gości. Przyjęcia weselne organizowane są w dwóch pobliskich komorach: Warszawa (125 m pod ziemią) i Jana Haluszki (135 m pod ziemią). Na życzenie młodej pary Wieliczka zapewnia dodatkowe atrakcje: powitanie gości przez reprezentacyjną orkiestrę górniczą kopalni, szpaler górniczy, towarzystwo legendarnych postaci (Księżnej Kingi czy Skarbnika) czy przeprawę promem po solankowym jeziorku w komorze Józefa Piłsudskiego. Jak zapewniają weddingplanerzy, koszt ślubu przy grupie 120-osobowej wynosi około 160 zł za gościa. Terminy trzeba rezerwować z dużym wyprzedzeniem (www.kopalnia-wieliczka.pl,
www.kopalniasoli.pl).
Żeby zobaczyć cały artykuł zarejestruj się lub zaloguj
Zarejestruj się... ZA DARMO!
- Będziesz się cieszyć dostępem do:
- Setek artykułów
- Tysiąca zdjęć
- Wspaniałych narzędzi
- Spersonalizowanej strony ślubnej










