ill
Twój ślub zaczyna się tutaj!
Zarejestruj się! Bierzesz ślub?

Oświadczyny - prawdziwe historie

Zamieszczony Czw - Wrze - 2010 08:18 przez myweddspace

Zaręczyny w samolocie? Prośba o rękę ukochanej na kanapie przed telewizorem? Niech zainspirują cię cudze opowieści!

Magda i Bartek
Przygotowywałam przyjęcie mikołajkowe dla przyjaciół, kiedy zadzwonił mój chłopak i powiedział, że musi wyciągnąć mnie z domu na spotkanie z ważnym partnerem z pracy, który bardzo chce mnie poznać. Zgodziłam się. Gdy zaparkowaliśmy samochód i zbliżaliśmy się do restauracji, ów partner biznesowy zadzwonił do Bartka i zasugerował inne miejsce spotkania, restaurację, do której można było podejść przez pobliski warszawski Ogród Saski. Było już ciemno. Gdy zbliżaliśmy się do stojącej w głębi parku fontanny, zobaczyłam ustawione na śniegu świece, które wyznaczały drogę do balustrady fontanny, przez którą przewieszony był koc. Podeszliśmy tam, a Bartek zawołał imię mojego małego pieska, który niespodziewanie wybiegł z ciemności zalegających park. Na szyi miał pudełeczko z pierścionkiem.
Okazało się, że we wszystkim pomagali moja siostra i jej chłopak, ukryci w parku wśród drzew, którzy także sfilmowali nasze zaręczyny. Moi bliscy zaplanowali to precyzyjnie, umieli dotrzymać tajemnicy, więc niczego się wcześniej nie domyśliłam. A przyjęcie mikołajkowe zamieniło się w zaręczynowe.
 

Ewa o zaręczynach swoich rodziców
To historia moich rodziców, którzy studiowali w Krakowie. Wydarzyła się w latach 60.
Mój tato bywał na prywatkach organizowanych przez Basię. Moja mama była współlokatorką Basi, na weekendy wracała do rodzinnej Warszawy. Nie było jej więc na imprezach. Ale za szybą regału stało jej zdjecie, na którym po raz pierwszy zobaczył ją mój tato. I zakochał się w niej. Spotkali się poźniej, na jakiejś imprezie zorganizowanej w czwartek. Długo rozmawiali, mój tato odprowadził moją mamę do domu. Następnego dnia jechała na weekend do Warszawy. On udał, że też jest z Warszawy i pojechał razem z nią pociągiem do stolicy. Ponieważ nie miał pieniędzy, spał na dworcu, by spotkać się z nią w niedzielę i razem wrócić do Krakowa. Czekał z kwiatami. Wtedy też, na peronie, oświadczył się jej. Przyjęła go. Są bardzo szczęśliwym małżeństwem.
 

Karolina i Frank
Frank jest Niemcem. Mieszkał w Berlinie, ja w Warszawie. Któregoś dnia poprosił, bym danego dnia o 12.00 była w domu, bo przyjedzie do mnie kurier DHL. Szczerze mowiąc, nawet o tym zapomniałam. Przypomniałam sobie, kiedy zadzwonił domofon i okazało się, że to DHL. Wyjrzałam przez wizjer, zobaczyłam kuriera z paczką, w czapce z daszkiem, ze spuszczoną głową. Nie widziałam jego twarzy. Gdy otworzyłam drzwi, okazało się, że to Frank. Zupełnie się go nie spodziewałam! A w paczce, oczywiście, był pierścionek.
 

Natalia i Łukasz
Poznaliśmy się z Łukaszem w liceum, po raz pierwszy zobaczyliśmy się na dużych schodach. Dwa lata temu powiedział, że ma dla mnie niespodziankę. Zgodziłam się pojechać z nim do tajemniczego miejsca, z zawiązanymi oczami. Gdy zdjęłam opaskę, okazało się, że byliśmy w naszej szkole, na tych właśnie schodach, na których poznaliśmy się przed laty. Tam właśnie mi się wtedy oświadczył.
 

Basia i Staś
Spodziewałam się już od jakiegoś czasu, że coś się wydarzy. Zbliżała się nasza rocznica, zaczęliśmy rozmawiać o ślubie. Nie było tylko oficjalnych zaręczyn. Kiedy Staś zaprosił mnie na wycieczkę do Rzymu, wiedziałam, że to będzie tam. Żałowałam tylko, że nie w Paryżu, według mnie najbardziej romantycznym mieście na świecie. Byliśmy tam jakiś miesiąc przed rocznicą i tam nieopatrznie się wygadałam, że skoro nie Paryż to na pewno Rzym i że ja już wszystko wiem.
W drodze do Rzymu zastanawiałam się, gdzie to będzie, czy na Schodach Hiszpańskich, czy przy Panteonie? W samolocie Staś wydawał się trochę zdenerwowany, ciągle się kręcił, gdzieś chodził. Miałam wrażenie, że denerwuje stewardessy. W pewnym momencie z głośnika dobiegł głos: „Pasażera z miejsca 12A proszę o zachowanie spokoju”. No tak, rzeczywiście je denerwuje – pomyślałam. Stewardessa mówiła jednak dalej: „…i o uklęknięcie. Pasażerkę z miejsca 12B proszę o spokój i wysłuchanie pasażera”. Do ostatniej chwili nie wiedziałam, co się dzieje. Staś rzeczywiście uklęknął i zapytał: czy zostanę jego żoną. Muszę przyznać, że początkowy szok sprawił, że długo przyglądałam się pierścionkowi, ale potem szybko powiedziałam: tak! Oczywiście wszyscy pasażerowie zaczęli klaskać. Potem przychodzili do nas z życzeniami i opowieściami o swoich zaręczynach. Nawet jedna osoba zrobiła nam zdjęcie. Byliśmy atrakcją lotu. Stewardessa powiedziała nam, że wszystko odbyło się nad Chorwacją. Pobyt w Rzymie stał się natomiast podróżą przedślubną. Staś przyznał się, że rzeczywiście wszystko miało się odbyć w jakimś romantycznym miejscu wiecznego miasta i dopiero w Paryżu zmienił zdanie. Dzięki temu udało mu się mnie zaskoczyć, mimo że zaręczyn się spodziewałam. To była wspaniała chwila.
 

Kinga i Wojtek
Nie był to romantyczny zachód słońca na Bora Bora, wytworna kolacja w restauracji, czy też gondolka w Alpach. Było to spontaniczne i absolutnie nieoczekiwane, w miejscu, w którym się tego nie spodziewałam. Może właśnie w tym tkwi urok?
Był zwykły lipcowy wtorek. Wróciliśmy z pracy do domu i otworzyliśmy butelkę wina do kolacji. Potem kolejne wino, zapaliliśmy sheeshę i wzięło nas na wspominki jakiś kultowych piosenek. Tak gdzieś pomiędzy Robbie Williamsem, a Brianem Adamsem Wojtek nagle zniknął, po chwili pojawił się, klęknął i trzymając w ręku pudełeczko z najpiękniejszym pierścionkiem z ogromnym brylantem, oświadczył mi się. Nie pamiętam, co dokładnie powiedziałam, ale miało to wydźwięk zdecydowanie pozytywny.  

Marta i Marcin
W 2009 roku pojechaliśmy na majówkę do Rzymu. Tam spędziliśmy chyba 4 czy 5 dni, mieszkając w Domu Pielgrzyma. Marcinowi udało się sprytnie ukryć pierścionek
tak, że go nie znalazłam. Po kilku dniach pobytu sądziłam, że tam się nie zaręczymy, bo jeśli Marcin miałby mi się oświadczyć, to zrobiłby to pewnie w pierwszych dniach naszego wyjazdu. A tu niespodzianka! 5 maja niby na kawkę Marcin zabrał mnie do kawiarni Antico Caffe Greco. To wyjątkowo klimatyczne miejsce, w którym spotykali się rzymscy artyści. Później zniknął i wrócił z miseczką wypełnioną czekoladowymi kuleczkami, które oboje bardzo lubimy. Zamówiliśmy kawę i zaczęliśmy jeść czekoladki. Okazało się, że na jedną z nich był nałożony pierścionek, co było wyjątkowo słodką niespodzianką. Potem Marcin uklęknął i już oficjalnie spytał czy zostanę jego żoną. Oczywiście polały się łzy… Byłam bardzo szczęśliwa. I jestem aż do dziś.
 

Ola i Leszek
Mój obecny mąż ma na nazwisko Bakaniuk. Zeszłego lata spędzaliśmy jeden z weekendów podróżując samochodem po Mazurach. Nagle znaleźliśmy się w miejscowości o nazwie Bakaniuk. Leszek zatrzymał samochód przed tablicą drogową i ku mojemu zdziwieniu wyjął kamerę i ustawił ją na statywie. Po czym podszedł do mnie, uklęknął i zapytał, czy chciałabym mieć tak na nazwisko (pokazując na tablicę z nazwą miejscowości). Z kieszeni wyjął pudełeczko z pierścionkiem. Nie miałam wątpliwości, czy zmieniać nazwisko po ślubie, bo wtedy odpowiedziałam: tak!

 

Powiązane artykuły

Szukaj usług ślubnych

Kliknij tutaj aby zobaczyć DEMO strony ślubnej

Katrin

Katrin

Pozwól nam uczynić, aby Wasz najważniejszy dzień życia...

Odwiedź naszą mikrostronę
cds

CdS Polska

Najlepsza wypożyczalnia mebli i akcesoriów na przyjęcia...

Odwiedź naszą mikrostronę
Bristol

Le Meridien Bristol

Mamy wielką przyjemność powitać Państwa w Warszawie i...

Odwiedź naszą mikrostronę
Perfect Moment

Perfect Moment

Profesjonalizm, perfekcjonizm i miłość do tego co piękne

Odwiedź naszą mikrostronę
Croma

Croma Polska

Firma Croma ma dla Pań ofertę, w której każda znajdzie...

Odwiedź naszą mikrostronę